poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Życie pierwsze, czyli męska przyjaźń wystawiona na próbę


I came to see the light in my best friend
You seemed as happy as you'd ever been
My chance of being open was broken
And now you're Mrs. him

***


Daniel nie mógł wyjść z podziwu dla wyobraźni swoich fanek. Gdyby jego prawdziwe życie było choć w części tak barwne jak historie, którym poświęcił niemalże całą noc, gimnastykując na różne sposoby swoją zdrową rękę, być może mógłby sobie pozwolić na coś więcej aniżeli wędkowanie w Meksyku z Fannemelem. Niestety, nigdy nie uderzył żadnej fanki nartami, nigdy nie nawiązał „zakazanej” znajomości z Austriaczką, a Norweski Związek Narciarski nie miał w zwyczaju zatrudniać nastoletnich fizjoterapeutek. Z nastoletnią fizjoterapeutką wiązała się właśnie pierwsza historia, w której Daniel dostał główną rolę. Pierwsze życie dzielił bowiem z niejaką Astrid Johansen, która jakimś absolutnym cudem trafiła do ich drużyny. Samą Astrid Daniel dzielił ze swoim najlepszym przyjacielem, czego jego fikcyjne „ja” nie było świadome przez długie miesiące.
Obsługiwanie telefonu jedną ręką było bardzo kłopotliwe, toteż nic dziwnego, że wypadł on z dłoni Daniela, kiedy ktoś niespodziewanie wszedł do jego sali. Urządzanie szurnęło po podłodze i zatrzymało się na stopach Fannemela, który okazał się sprawcą tego małego zamieszania. Anders spojrzał z politowaniem na zaistniałą sytuację i schylił się po sponiewierany telefon.  Zanim jednak oddał go Danielowi, wyciągnął ze swojego plecaka coś… dziwnego, a wyraz jego twarzy mówił, że właśnie został samozwańczym bohaterem.
- Tak myślałem, że ciężko ci będzie obsługiwać telefon jedną ręką, więc mam coś dla ciebie.
Zanim Tande zdążył jakkolwiek zareagować, Anders zaczął montować ten dziwny przyrząd przy łóżku, przypadkowo uderzając Daniela w nos.
- Aua! – krzyknął łapiąc się za niego jakby co najmniej otrzymał cios z prawego sierpowego. - Złam mi jeszcze nos, a to cholerstwo będą ci chirurgicznie z dupy wyciągać.
- Obawiam się, że gdybyś w takim stanie chciał wykonać tyle gwałtownych ruchów najpierw musieliby ci chirurgicznie amputować rękę – odparł Fannemel i wyprostował się dumnie, oznajmiając: - Gotowe! – dla zwieńczenia efektu umieścił na specjalnym uchwycie danielowy telefon.
- Co to w ogóle jest? – spytał Daniel spoglądając ze złością na plastikowy kij, który przed chwilą chciał zrobić mu krzywdę, a teraz więził w swoich sidłach jego jedyne źródło rozrywki w tych przygnębiających czterech ścianach.
- Uchwyt na telefon, co byś się nie musiał tak gimnastykować – odpowiedział Anders i rozsiadł się na plastikowym krześle. - Nawet będziesz mógł sobie selfie strzelić na snapa. A tak poza tym to co to za ton? Trochę wdzięczności!
- Wybacz mi mój brak kultury. Obsługa telefonu stała się dzięki tobie tak łatwa, że w ramach zadośćuczynienia ci poczytam.
Fannemel wyczuł zagrożenie, więc podniósł się z krzesła i powoli skierował swoje kroki w stronę wyjścia:
- Nie no, luzik. Czytaj sobie sam, ja się będę zbierał, bo…
- Siedź – rozkazał Tande, nie czekając nawet na zmyślone usprawiedliwienie Andersa. – Zostaliśmy bohaterami literackimi, musisz tego posłuchać.
- Chyba uszkodziłeś sobie nie tylko rękę, ale też mózg – stwierdził Anders, ale mimo wszystko wysłuchał rozkazu przyjaciela i usiadł z powrotem na krześle. – No, miejmy to już za sobą.
A więc Daniel rozpoczął czytanie: 
                                                                                           
 „Padał gęsty i nieprzyjemny deszcz. Ciężkie krople rozbijały się na błyszczącym wilgocią asfalcie, inne tworzyły różnej wielkości kałuże, a jeszcze inne wsiąkały w jej czerwony, wełniany sweter. Jednostajny szum wody sączącej się z zachmurzonego szarego nieba…”

- Krótko mówiąc „Padał deszcz, a ona nie miała ze sobą parasola” – przerwał mu zniecierpliwiony Fannemel. – Darujmy sobie szczegóły, okej?
- Wiedziałem, że szybko cię wciągnie – odparł Tande i wedle życzenia przyjaciela, skrócił nieco czytaną historię:

„19-letnia Astrid Johansen, studiująca na pierwszym roku fizjoterapii została przyjęta do naszej kadry w ramach studenckich praktyk. Jak dla mnie to kompletnie nieudany pomysł powierzać nasze ponaciągane tyłki młodej dziewczynie, która po pierwsze – nigdy wcześniej wysportowanego tyłka nie masowała, a po drugie… no. Jest młodą dziewczyną, po prostu. A nasza drużyna składa się z samych facetów – w tym dwóch niewyżytych, którzy nie mając stałej partnerki wykorzystują każdą możliwą okazję żeby poruchać. Tak zostaliśmy przedstawieni Fannemel. Obdarto nas z godności” – Tande zamilkł na moment, aby dodać swojej wypowiedzi nieco dramaturgii. W ramach odpowiedzi uzyskał jedynie pełne politowania spojrzenie Andersa. Nie uzyskując zrozumienia z jego strony, machnął ręką i przeszedł do ciągu dalszego:

„To był taki mały spoiler. Wracając do treści tej historii to ja na miejscu Stoeckla wybrałbym kogoś bardziej doświadczonego. Ale co ja mogłem powiedzieć? To co pokryło się z rzeczywistością to żelazna zasada o nieomylności trenera. Alexander Stoeckl ma zawsze rację. Jeśli jej nie ma to powtórz pierwsze zdanie. Albo przeczytaj mu tą historię, w której pod koniec następuje moment, w którym nasz szanowny trener dobrowolnie przyznaje się do popełnionego błędu.
Zanim ten moment nastąpił, w drużynie, za jego plecami nastąpiła istna rewolucja. Wręcz rzeź. Z wyłącznym udziałem naszej dwójki i niedoświadczonej fizjoterapeutki. Niedoświadczonej ani w zawodzie ani w życiu, jak się okazało.
Zaczęło się niewinnie. Ciebie chyba akurat nie było, nawet nie wiem dlaczego, bo autorka o tym nie wspomina. Alex przedstawił nam nową członkini naszego sztabu i kazał nam być wobec niej miłym. Kenny, Johann i cała reszta od razu zaczęła wchodzić jej do dupy, na co ona reagowała tylko idiotycznym chichotem i kilkukrotnie powtarzała własne imię w celu przedstawienia się.
A ja zaniemówiłem. Bo była piękna, jej uśmiech sprawiał, że deszcz za oknem zdawał się cichnąć, a zza chmur wyglądało słońce, które tylko ja byłem w stanie dostrzec swoimi zakochanymi oczami. Krótko mówiąc, wjebałem się po same uszy.
Podszedłem do niej kiedy szum wokół jej osoby ucichł i zostaliśmy w tym nieokreślonym przez autorkę pomieszczeniu sami.
- Cześć, jestem Daniel – powiedziałem, nieśmiało wyciągając rękę w jej kierunku. Na co ona odpowiedziała mi tym pięknym uśmiechem, który rzekomo rozjaśniał pogodę za oknem.
- Astrid – odpowiedziała, tak jakbym co najmniej nie słyszał tego już jakieś pierdyliard razy i uścisnęła moją dłoń, która zaczęła lekko drżeć z nerwów.
Tu nastąpiła krótka chwila, podczas której wpatrywaliśmy się w siebie z napięciem. Każde z nas chciało coś powiedzieć, ale oboje byliśmy zbyt przejęci, więc po prostu się do siebie uśmiechaliśmy. Czy to był początek wielkiej miłości? Mógłby być, ale potem do pomieszczenia wparował jakiś krasnal z krzywym nosem, który wszystko zepsuł. Tak, okazało się, że to ty, Fannemel.”

- Pierdol się – przerwał Anders.                                                          
- Sam się pierdol. Taka prawda.

 „W momencie kiedy wszedłeś do pokoju świat został ukazany z perspektywy bohaterki, która na twój widok musiała chwycić się krzesła, przy którym stała żeby się nie przewrócić. Krótko mówiąc: powaliłeś ją. Słuchaj uważnie, bo w prawdziwym życiu nigdy ci się to nie uda.
Astrid zaczęła oddychać głębiej niż dotychczas, mając nadzieję, że tego nie zauważymy. Całe szczęście byliśmy pochłonięci rozmową na nieokreślony temat i nie byliśmy świadomi tego, że osoba trzecia dusi się tuż pod naszym nosem.
- O, my się chyba jeszcze nie poznaliśmy – oznajmiłeś błyskotliwie kiedy w końcu raczyłeś dostrzec jej obecność. – Anders jestem.
W tym momencie nasza bohaterka zapowietrzyła się jeszcze bardziej, a twoje imię zostało powtórzone w jej głowie kilkukrotnie, bo tak jej się spodobało. Kompletnie nie rozumiem dlaczego, skoro jeszcze rok temu mieliśmy w drużynie trzech Andersów. To bardzo przeciętne imię. Niemniej jednak Astrid była wniebowzięta. Przez głowę przeszła jej nawet myśl, że jeśli za ciebie wyjdzie to będziecie mieli takie same inicjały.
- Astrid – odpowiedziała z trudem łapiąc powietrze.
- Astrid – powtórzyłeś głupkowato, a  ona prawie dostała orgazmu słysząc swoje imię z twoich ust. – Ładnie – dodałeś, po czym oznajmiłeś, że musisz lecieć i znowu zostawiłeś nas samych.
A ja kompletnie nieświadomy tego co działo się w jej głowie ucieszyłem się, że mogę porozmawiać z nią bez świadków własnej kompromitacji. Bo z kolei tego, że mnie odrzuci byłem tak świadomy jak tego, że nie opuszczę szpitala w ciągu najbliższych dwóch dni. No ale nie byłoby żadnej historii, gdybym pozwolił by ta świadomość powstrzymała mnie przed podjęciem kolejnych kroków.
A więc w dalszym ciągu robiłem z siebie debila.
- Jesteście bliskimi przyjaciółmi? – spytała, niby niewinnie, moja platoniczna ukochana.
- Tak. Jako jedyni single w drużynie lubimy trzymać się razem – odparłem, ciesząc się jak debil, że przemyciłem w rozmowie informację o swoim stanie cywilnym. Szkoda, że fikcyjny Daniel nie pomyślał, iż mogło to zabrzmieć jak informacja o orientacji seksualnej. Astrid też nie pomyślała w ten sposób. Nie potraktowała również tej wypowiedzi jako informację o moim stanie cywilnym, a o Twoim, Fannemel. Tylko, że nie powiedziała tego na głos, a uśmiech, którym mi odpowiedziała potraktowałem jako przyzwolenie do dalszych działań.
Dni mijały, a nasza fizjoterapeutka robiła wszystko oprócz tego co powinien robić fizjoterapeuta. Szczególnie upodobała sobie ślinienie się do jednego z członków naszej drużyny, czyli ciebie oraz picie kawy z jego najlepszym przyjacielem, czyli ze mną. Najczęściej na balkonie w naszym hotelowym pokoju. Była zima, ale kto by się tym przejmował? Ach, kawa oczywiście przygotowana przeze mnie, a jakże. Byłem pantoflarzem jeszcze przed naszym wyimaginowanym ślubem.
- Gdzie podziewa się Anders?
- Kiedy wróci Anders?
- O, Anders. Może do nas dołączysz?
Te trzy pytania w różnej kolejności przewijały się w niemalże każdej naszej rozmowie, a ja naiwny wiesz co myślałem? Że to super, że chce mieć dobre relacje z moim kumplem. No zajebiście po prostu. Zwłaszcza, że ciebie nie interesowały jakieś bliższe relacje z nią. Wolałeś zabawiać się z przypadkowymi panienkami, bez zobowiązań.
I na takim jednym niezobowiązującym wyskoku zostałeś przez nią przyłapany. To znaczy nie w akcji, oczywiście. Podczas tak zwanej gry wstępnej na korytarzu. Potem zniknęliście jej z oczu za drzwiami naszego pokoju, a ona z nieludzkim bólem w sercu poszła płakać do swojego pokoju.
Dołączyłem do niej, bo gdzie miałem iść, skoro nasz pokój chwilowo był miejscem wydarzeń niemoralnych? To znaczy, nie poszedłem razem z nią ryczeć, w końcu nawet nie wiedziałem, że to aż tak na nią wpłynęło. O tym, że płacze dowiedziałem się dopiero, gdy pozwoliła mi wejść do swojego pokoju. Powód płaczu był mi oczywiście nieznany, dlatego przyjąłem jej wytłumaczenie, iż umarł jej kot. Kto jak kto, ale ja śmierci kota nie przyjąłbym obojętnie, toteż od razu zacząłem brać się za jej pocieszanie. Nawet popłakałem się razem z nią, rozumiesz? Płakałem, bo zabawiałeś się w naszym pokoju z jakąś laską. No ale myślałem, że to przez jej świętej pamięci kota, więc nie upadłem jeszcze aż tak nisko.
Tak sobie siedzieliśmy w ciasnym uścisku, aż koleżanka Astrid postanowiła wziąć sobie ode mnie to co ty wolałeś dawać tej bezimiennej dziewczynie. Pocałowała mnie nagle i gwałtownie. Włosy wplotła w moje włosy, aż szczerze się przestraszyłem, że chce mi je wyrwać. Pomyślałem więc, że postanowiła iść na całość Tym bardziej, że chwilę później jej dłonie wprosiły się pod mój sweter. Jestem tylko facetem, więc nie mogłem nie skorzystać. Moje ręce także wkradły się pod jej koszulkę, a wtedy…
- Mam tego dość! – wrzasnęła w moim kierunku, a ja, jak na pantoflarza przystało, niemalże się jej ukłoniłem i czekałem na wybaczenie za to haniebne posunięcie. – Wszyscy jesteście tacy sami! Zależy wam tylko na jednym!
- Ale... – podjąłem próbę wytłumaczenia się, ale Astrid nie dała mi dojść do słowa.
- Mam tego dość! – powtórzyła. – Mam was wszystkich dość! Wyjdź stąd! Wyjdź!
Darła się jak opętana. Nic dziwnego, że opuściłem jej pokój w popłochu. W tym wypadku jestem sobie w stanie wybaczyć swoją pantoflarską uległość.
Najciekawsze nastąpiło jednak dopiero potem. A mianowicie nastąpiło Ga-Pa i impreza sylwestrowa, którą miałem zamiar niecnie wykorzystać. Astrid wybaczyła mi mój haniebny występek, który sama sprowokowała i znowu ze mną rozmawiała, a nawet dawała się chwytać za rękę. Poczyniliśmy więc jakiś progres. Tajemnicą poliszynela był fakt, iż coś między nami jest. Szkoda, że tylko ona wiedziała, że to „coś” jest bardzo jednostronne i tylko na pokaz. Wystarczyło żebym zniknął gdzieś na moment, a ona już śliniła się do ciebie. A raczej, tak dla odmiany, to ty się śliniłeś, bo byłeś pijany.
- Hej – powiedziałeś opierając się nonszalancko o ścianę. – Powiedz mi proszę, czy nie bolą cię przypadkiem nogi?
- Trochę tak, a co?
- Bo cały czas chodzisz po mojej głowie!
Astrid poczuła wstyd, bo rzekomo przez własną głupotę spaliła twój tekst. Moim zdaniem jeśli ktoś w tej sytuacji wykazał się głupotą to ty, Fannemel. No bo żeby rwać panienki tekstami rodem z Google?  Okej, już tak na mnie nie patrz. Nie ty, tylko twoja fikcyjna wersja.
- Jeśli chcesz, możemy stąd wyjść. Chętnie wymasuję ci te bolące nóżki – odpowiedziałeś, a Astrid zachichotała jak idiotka, po czym bezmyślnie poszła za tobą. Do naszego pokoju, a jakże. W celu wiadomym. To jest po prostu nie do pomyślenia. Ja przez te długie miesiące starałem się o jej względy, niczym wytresowany piesek i dostałem w zamian tylko „Wszyscy jesteście tacy sami”, a ty wypiłeś trochę za dużo alkoholu, powiedziałeś jej kilka idiotycznych komplementów i poleciała oddać ci swoją cnotę. A opis tego zajścia jest tu tak dokładny, że autorka Greya mogłaby się powstydzić…”

- Daj przeczytać! – wypalił Fannemel, który nagle ożywił się niczym po spożyciu mocnej, czarnej kawy.
- Spadaj, żartowałem – odpowieadził Tande i kontynuował streszczanie historii:

„Następnego dnia nasza droga Astrid obudziła się w takim nastroju jakby ją poprzedniego wieczora Schlierenzauer upił RedBullem. Chyba byłoby dla niej lepiej, gdyby tak się stało, ale ona jeszcze nie była tego świadoma. Widząc ciebie u swojego boku pomyślała więc, że spotkała ją najlepsza rzecz pod słońcem.
- O kurwa. Tande mnie zabije – przywitałeś ją tym jakże romantycznym stwierdzeniem, na co ona gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęło się robić dramatycznie:
- Ale ja nie jestem jego własnością! Chcę być z tobą, nie z nim!
- Zwariowałaś? Najlepiej będzie jeśli on o niczym się nie dowie, a my o tym zapomnimy.
- Ale ja nie chcę zapominać! – Tak jest. To ten moment kłótni, w którym dziewczyna postanawia użyć argumentów ostatecznych, a mianowicie – rozpłakać się. Niestety, przez swoje niedoświadczenie w kłótniach damsko-męskich, Ty  pozostałeś niewzruszony. Chcąc poświęcić jej choć trochę uwagi postanowiłeś podać jej  sweter, który poprzedniego wieczora tak ochoczo z niej zrzuciłeś. Astrid, aby dodać nieco dramatyzmu swojemu wyjściu, wyrwała ci go z ręki i nawet na siebie nie założyła. Wyszła na korytarz w samych dżinsach i staniku. Cóż za niesamowity zbieg okoliczności, że tuż za drzwiami stałem ja. Całe szczęście nie byłem aż tak głupi, żeby nie poskładać tego co widziałem w jedną, logiczną całość.
- A ja się zastanawiałem gdzie nagle zniknęłaś – prychnąłem. – Dziwnym trafem Fannemel też się gdzieś zapodział.
- Przepraszam cię, Daniel! – wyryczała nagle, a ja – wbrew swojej pantoflarskiej naturze – wyminąłem ją i wszedłem do naszego pokoju. Byłbym niesamowicie dumny ze swojej asertywności, gdyby nie fakt, że za jej naiwność postanowiłem ukarać ciebie. Tak, dobrze myślisz. Polała się krew. Ale tego, że złamałem Ci nos nikt nie zauważył, bo on zawsze jest krzywy. Za to mój spadek formy, według opinii osób postronnych był efektem dwudniowego  kaca po sylwestrowym melanżu”.

- Bo tak było – Fannemel dorzucił trzy grosze do historii opowiadanej przez Daniela. – To nie ja byłem zalany w trupa, tylko ty. I to ty bawiłeś się w podryw. Problem w tym, że nie mamy w drużynie nastolatki, więc postanowiłeś poderwać Toma, bo zmyliły cię jego dłuższe włosy.
- Nie psuj autorce koncepcji, okej? – Tande zgromił wzrokiem swojego przyjaciela, po czym wrócił do opowiadania historii:

„Wieści rozeszły się szybciej niż w Internecie. Astrid popadła w takiego doła, że nie była w stanie wykonywać swojej roboty, zupełnie tak, jakby dotychczas ją wykonywała. Ja boczyłem się na ciebie niczym moja matka na mnie, kiedy wypuściłem naszego kota, a on nie pojawił się w domu przez najbliższe 3 dni. Tobie było po prostu głupio, a nasz konflikt tak zagęścił atmosferę w drużynie, że wszyscy skakali jak patałachy, więc ostatecznie Słoweńcy sprzątnęli nam Puchar Narodów sprzed nosa.
Jak już wspomniałem na początku, taki stan rzeczy doprowadził naszego trenera do ostateczności:
- Popełniłem błąd zatrudniając do sztabu młodą dziewczynę – oznajmił błyskotliwie Stoeckl. – Powinienem był się spodziewać, że nie wszyscy będziecie w stanie zapanować nad własnymi popędami.
I w ten oto sposób 19-letnia fizjoterapeutka pożegnała się z naszym sztabem, a na jej miejsce podobno pojawił się jakiś facet w podeszłym wieku. To wszystko nasza wina, Fannemel i nikt nie zamierzał się kryć z obwinianiem nas za to, że tak się stało. Nie rozumiem jaki w tym problem. Ja to byłbym wdzięczny za fizjoterapeutę-staruszka. Nie dość, że byłby bardziej doświadczony w swoim fachu to jeszcze nie zabierałby nam tylu fanek co Lars.
Zakończenie tej historii ma miejsce już na początku kolejnego sezonu. Nasza była fizjoterapeutka postanowiła powspominać swój dawną funkcję albo po prostu przyjrzeć się jak powinna ta praca wyglądać by nie mylić już nadwyrężonych kolan z innymi częściami ciała. W każdym razie zjawiła się podczas konkursu w Lillehammer i jakże dziwnym trafem wpadła na mnie.
- Hej, Astrid – przywitałem się grzecznie, wprawiając ją w zakłopotanie. Od razu dostrzegłem, że przyprowadziła koleżankę i chwilę później obok nas zmaterializowałeś się ty, ale w przeciwieństwie do mnie zauważyłeś tylko i wyłącznie tą koleżankę.
- Poznajcie moją przyjaciółkę, Katherinę – oznajmiła nasza była fizjoterapeutka. Chciałem podać jej dłoń i się przedstawić, ale znowu ty się musiałeś wtrącić.
- Cześć, Katherina. Jestem Anders.
Tym razem to dla ciebie wzeszło niewidoczne dla innych słońce i to ty wjebałeś się po uszy. Ale twoja koleżanka przynajmniej od początku była zainteresowana tylko tobą i obyło się bez rozlewu krwi. Ja za to zawarłem rozejm z Astrid i wszyscy byliśmy zakochani i obrzydliwie szczęśliwi. Podsumowując: śmiechom nie było końca i nikt nie potrafił zatrzymać tej karuzeli śmiechu.”

Daniel zakończył opowiadanie pełnej zwrotów akcji historii i spojrzał na Andersa, czekając na jakąś reakcję z jego strony. Nastąpił jednak moment ciszy.
- Mam traumę – oznajmił Fannemel po chwili. Opadł na krzesło i głęboko odetchnął, jakby słuchanie tej historii nieludzko go zmęczyło, a po chwili namysłu dodał: – Jeśli znajdziesz sobie dziewczynę to lepiej od razu przyprowadź ją do mnie z koleżanką, oszczędźmy sobie takich cyrków.
- Zapomnij, że kiedykolwiek przedstawię ci swoją dziewczynę.
- To też jakiś plan. – Kiwnął głową z uznaniem i podniósł się do pozycji stojącej. - Chyba będę się zbierał. Do zobaczenia innym razem.
- Żartujesz? Mam jeszcze osiem historii w zanadrzu!
Anders Fannemel wiedział już, że to będzie bardzo długi dzień.

________________________________
Ta historia to jest chyba największy błąd mojego życia, ale skoro już ją zaczęłam i znalazło się grono osób, które chcą ją czytać to kontynuuję. Jeśli ktoś po prologu liczył na coś lepszego to przepraszam, ale chyba jestem trochę zbyt drętwa na pisanie śmiesznych historii.

Nastoletnie fizjoterapeutki często pojawiają się w skokowych fanfiction, więc wzięłam ten temat na pierwszy ogień. Natomiast tą jakże bogatą fabułę wymyśliłam sama, inspirując się Internetami oraz własnymi pseudoliterackimi początkami. Wszelkie podobieństwa do istniejących w Internecie opowiadań są przypadkowe :)